sobota, 23 maja 2009

upadek po raz drugi



możność [1]

w ciasnych ulicach
na wyżynach możliwości
naszych najlepszych chęci
tego co boli tak iż nie da się żyć
tu gdzie zawęża się nasza miłość
i tam gdzie czas odmierza nadejście
idzie człowiek z krzyżem na plecach
w tłumie dzikiej gawiedzi
po raz drugi upada
przygnieciony kawałkiem drzewa
w które wpisane losy człowieka
tworzą strukturę kłamstwa
że Bóg kocha tylko sprawiedliwych
z odpowiednim dyplomem odpowiedniej uczelni
z poglądami jeden stacji radiowej
tych którzy coś znaczą na listach władzy
a prawda jak zwykle odmienna od naszego myślenia
dotyka każdego od samego poczęcia
[1] 22 03.07

płaczące niewiasty



pocieszenie [1]

łzy nasze
łzy samotności
niezrozumienia
łzy krótkich odejść i ciągłych powrotów
cierpienia na skalę naszych możliwości
wygórowanych ambicji
i wąskiego pojmowania miłości
pełne goryczy stęsknione
wciąż zaparte w sobie
rozdarte pomiędzy
nieustannym pragnieniem a niemożnością bycia
tu i teraz na wyciągnięcie dłoni
łzy naszych nieporozumień
wytartych sloganów i odrastających grzechów
takie słone z oceanu żalu wyjęte
dzisiaj przynosimy Tobie
na tej wąskiej uliczce zatroskania
przemień nas choć droga jeszcze daleka
przemień w nas choć czasu już mało
[1] 24.03.07



upadek po raz trzeci



czuwająca wrażliwość

widzę światło pochylone nad każdym ugorem
cień rozłożysty okrywający rozdrapane rany
widzę ślady goniące rozrzucone życiorysy
słowo krzepiące ułomne sumienia

dobrze że czekasz na nas Panie
czuwającej wrażliwości przy każdym upadku



obnażenie


obnażone słowo [1]

przyszliśmy tylko popatrzeć
tuż przed godziną odejścia
jak obnażone słowo
staję się miarą milczenia

wielkość człowieka jest tajemnicą
odwiecznym pytaniem o sens
tego co boli i co nas odmienia
z czym przychodzi tajemnica wcielenia

przyszliśmy tylko popatrzeć z boku
tak aby nie zrozumieć do końca
i nie mieć wyrzutów sumienia
że można było inaczej

przyszliśmy tylko popatrzeć...
[1] 29.03.07

przybicie do krzyża


to nic że tak boli i męczy


to nic że tak boli i męczy
to nic że tak źle się układa
że troska przed nami zawiła
że nie wychodzi lub szybko się kończy

to nic że czasu wciąż mało
że samotność się lęka
a życie ucieka przed siebie
i ludzi wciąż mniej obok nas

to nic że śmierć powoli się skrada
to nic
jeden uśmiech Boga wystarczy

śmierć na krzyżu



czy mogłeś zejść z krzyża mój Panie


czy mogłeś zejść z krzyża mój Panie
czy śmierć Twoja była potrzebna
czy bez tych cierpień nie mogłeś
wedrzeć się w nasze ramiona
czemu prawda tak czysta tak boli
a miłość czemu tak trudna
nie może rozpalić nadziei
aby życie Tobą się stało

oto się pytam mój Boże
bez trwogi i lęku przed Tobą
siadam przy Tobie ja człowiek
będę rozmawiał uczciwie
powiedz mi jaka to miłość
tak abym zdołał pojąć
kim jesteś Ty wielki Człowiek
nie miej mi za złe że pytam



zdjęcie z krzyża


jej ufność


nieustannie
rzucała na szalę modlitwy całą wiarę
zdobytą w trudzie uznania siebie
za matkę Najwyższego
gdyby nie jej ufność że Bóg ją wysłucha
świat dawno przestałby oddychać nadzieją